27 lutego 2016 17:35

The Shipyard - "Niebieska linia" (recenzja)

[img:1]

Mam przed sobą trzecią płytę trójmiejskiego bandu The Shipyard. Patrzę długo na okładkę, słucham.... i myślę sobie, że rzadko kiedy w muzyce jest tak mało kombinowania, silenia się na cokolwiek, swobody.

Im jestem strasza tym trudniej mnie czymś zaskoczyć i zadziwić, a w muzyce The Shipyard jest jednak to Coś co mnie unosi. Może to ta nadmorska bryza a może emocje, które niesie ze sobą wokal Rafała Jurewicza a może linia basu... w każdym razie drzemie w The Shipyard i ich "Niebieskiej linii" jakaś bestia, która każe mi zachwycać się zarówno coverami ("Nightcall", "Plejady") jak autorskimi numerami ("Na Barykady", "Oceany"). Mrok miesza się w nich z niespotykaną energią i flowem, jakby wszystko płynęło. To bez wątpienia najbardziej niejednoznaczna płyta tej grupy jak dotąd. Z jednej strony subtelna z drugiej wciągająca w zimnofalowy trans, cięta. Rzekłabym, że pod względem tego ostatniego najbardziej zajadle prezentują się "Kruki i wrony" oraz "Wielka cisza", z kolei podskórną delikatnością ujmują "Oceany" (zwłaszcza w połączeniu z klipem). Zaś tytułowa "Niebieska linia" wspaniale łączy te dwa światy. Wisienką na torcie są polskie teksty.... słowa mają wielką moc. Dobra dykcja wokalisty i zrozumienie o czym się śpiewa, pozwoliły The Shipyard wznieść się pięterko wyżej w stosunku do poprzedniego krążka. "Wszystko jest i nic już nie ma, wszystko jest do zapomnienia..." - nie byłabym taka pewna... "Niebieskiej linii" nie da się tak szybko wyrzucić z głowy.

Tracklista:

1. Kruki i Wrony
2. Na Barykady
3. Nightcall
4. Oceany
5. Wielka cisza
6. We Are At Sea
7. Love Or Hate
8. Morze i Las
9. Plejady
10. I Got That Feeling
11. Niebieska linia

Autor: Ewa Kuba.

reklama
Copyright © INFOMUSIC 2017