5 stycznia 2017 14:02

Queen - "On Air" (recenzja)

[img:1]

Są albumy, o których zwykło sią mawiać, że „każdy prawdziwy fan musi je mieć”. Tak z pewnością można napisać o najnowszym dwupłytowym wydawnictwie zespołu Queen – „On Air. The Complete BBC Radio Sessions”. W jego wypadku śmiało można dodać także, że powinien je mieć też każdy, kto wielkim fanem twórczości Queen jeszcze nie jest. Po jego przesłuchaniu jest bowiem duża szansa, że nim zostanie.

„On Air” pokazuje powszechnie niezbyt znane, a dla wielu nieznane w ogóle oblicze Freddiego Mercury’ego i spółki. Na wydawnictwie dostajemy zapis sześciu sesji, które w latach 1973–1977 zespół nagrał na potrzeby BBC Radio 1. Dla zorientowanych fanów ten materiał nie jest nowością i zaskoczeniem. Niektóre nagrania rejestrowane dla radia można było znaleźć w Internecie, na bootlegach, promocyjnych singlach, czy też reedycjach płyt zespołu wydanych w 2011 r. Zapis całego materiału z sesji pierwszej (zarejestrowanej 5 lutego 1973 r.) i trzeciej (z 3 grudnia 1973 r.) został wydany nawet na oficjalnym albumie. Mowa o płycie „Queen at the Beeb” z 1989 r. (w Stanach Zjednoczonych wydanej w 1995 r. jako „Queen at the BBC”). Teraz po raz pierwszy jednak dostaliśmy pełen zapis wszystkich sesji na jednym albumie.

To szczególne wydawnictwo. Prezentuje twórczość jednego z zespołów wszech czasów w pierwszych latach jego imponującej kariery. Na tym etapie był on jeszcze daleki od poprockowego, stadionowego oblicza, którego synonimem stał się dla wielu w latach 80. Słuchając materiału z „On Air” możemy się przekonać o ogromnej muzycznej różnorodności, ciekawych pomysłach aranżacyjnych i rozbudowanych, momentami niemal wirtuozerskich partiach instrumentalnych muzyków – zwłaszcza Mercury’ego i Briana Maya. Przede wszystkim możemy się jednak utwierdzić w pewności, że lata 70. w wykonaniu zespołu to był rock przez duże „R”. Nierzadko grupa czerpała z jego różnych odmian, z hard rockiem na czele. Ale flirtowała także z rockiem progresywnym, metalem, punkiem, a nawet bluesem. Studyjne płyty zespołu z lat 70. cechowały się dużą liczbą nakładek wokalnych, ścieżek dźwięku i innych brzmieniowych sztuczek, które dawały imponujący efekt końcowy. Apogeum takiej produkcyjnej „obróbki” zespół osiągnął przy okazji „Bohemian Rhapsody” (z albumu „A Night at the Opera” z 1975 r.). Rapsodii na „On Air” nie ma. Są za to inne ciekawe utwory, które brzmią tutaj inaczej niż podszlifowane wersje studyjne. Nie można jednak napisać, że nagrania na potrzeby radia są kompletnie surowe. Lepszym określeniem jest, że są to wersje wyjściowe dla utworów znanych z albumów.

Na pierwszej płycie na największą uwagę zasługuje „Son and Daughter”. Dostajemy tutaj jego dwa różne wykonania: z sesji drugiej (z 25 lipca 1973 r.) i trzeciej. Oba są cięższe względem wersji studyjnej znanej z debiutanckiego albumu Queen, zatytułowanego po prostu „Queen” (1973 r.). Niezwykle brzmi zwłaszcza druga z nich. Trwa ponad dwukrotnie dłużej od kompozycji znanej ze wspomnianej płyty, jej stylistyka jest wręcz metalowa, a ciężkie, masywne brzmienie i ściana dźwięku przywodzi na myśli skojarzenia z Black Sabbath. Możemy się też delektować gitarową solówką Maya, nieobecną na „Queen”. To słynne solo zostało później rozwinięte i wykorzystane w utworze „Brighton Rock” (z płyty „Sheer Heart Attack”, 1974 r.), a gitarzysta gra je na koncertach po dziś dzień. W zupełnie innym stylu utrzymany jest „See What a Fool I’ve Been” z sesji drugiej. Co ciekawe jest to utwór, który nie został wydany na żadnej płycie studyjnej, a jako strona B singla „Seven Seas of Rhye”. Słuchając tego kawałka można dojść do wniosku, że zespół dobrze radził sobie także z bluesem. Specyficzny i inny od „normalnego” jest też tutaj nieco rozleniwiony wokal Mercury’ego. A skoro już przy nietypowym wokalu jesteśmy, to warto wspomnieć o innym utworze z sesji trzeciej – „Modern Times Rock’n’Roll”. W nim, podobnie jak w wersji studyjnej (z albumu „Queen”), śpiewa perkusista Roger Taylor. Jego charakterystyczny i podobny do wokalu Roda Stewarta głos wypada jednak tutaj bardziej „brudno”. Naturalność wokalu, tempo utworu i jego nieskomplikowana konstrukcja oparta na gitarowej galopadzie sprawia, że numer brzmi niemal jak kawałek punkowy. Śpiewającego Rogera słyszymy także w utworze „Doing All Right”, który został napisany przez Maya i Tima Staffella jeszcze w czasach funkcjonowania zespołu Smile, z którego Queen się wywodzi (Mercury zastąpił Staffella, doszedł basista John Deacon, została zmieniona nazwa). Taylor szorstkim wokalem raczy nas w ostatniej zwrotce. W przeciwieństwie do wersji z debiutu Queen, w której w całości utwór śpiewany jest przez Mercury’ego.

Na tym samym dysku z „On Air” dostajemy też dwie wersje pierwszego w historii singla Queen – „Keep Yourself Alive”. Pojawił się on na brytyjskim rynku 6 lipca 1973 r. (choć powstał i grany był znacznie wcześniej, choćby jako zarejestrowane demo ze słynnej sesji w siedzibie nieistniejącego już londyńskiego studia nagrań De Lane Lea w 1971 r.). Historyczna płyta z umieszczonym na stronie B utworem „Son and Doughter” nie zdobyła jednak uznania w oczach krytyków. Radio One odmówiło odtwarzania utworu na swoich falach, przez co płyta z nim nie weszła na listy przebojów. Podobnie było także na amerykańskim rynku, gdzie album przeszedł bez echa. Co ciekawe jednak dwa lata później w nadziei na docenienie zespołu, który już miał niezłą opinię w Wielkiej Brytanii i amerykańską trasę koncertową z początku roku za sobą, dokonano reedycji singla (w nieco zmienionej wersji) z tym razem inną stroną B („Lily of the Valley”). Na „On Air” dostajemy wersje nieco różniące się od tej, którą usłyszeć możemy na debiutanckim krążku Queen. Ich brzmienie jest bardziej surowe. To samo można napisać także o pojawiającym się na sesji pierwszej i drugiej utworze „Liar”. Biorąc pod uwagę, że zarówno pierwszy singiel, jak i album ukazały się już po zarejestrowaniu pierwszych nagrań dla BBC, można napisać, że utwór rozpoczynający tę sesję – „My Fairy King” – był pierwszym, który przedstawił zespół światu. Historycznego zaszczytu dostąpił legendarny prezenter radiowy John Peel, a było to 15 lutego 1973 r. Wówczas Freddie funkcjonował jeszcze pod oryginalnym nazwiskiem Bulsara, co widać choćby w notatkach, których zdjęcia znalazły się w klimatycznej i eleganckiej książeczce dołączonej do „On Air”. A właśnie „My Fairy King” wraz z „Ogre Battle” i „Great King Rat” (obie kompozycje z sesji trzeciej) stanowią świetny przykład twórczości z zespołu z początkowego okresu (zmiany tempa, długość, siła wyrazu kompozycji i tematyka mitologiczno-baśniowo-fantastyczna, do której chętnie sięgał Mercury). Te trzy znakomite utwory brzmią bardziej szorstko względem tego, co usłyszeliśmy na płytach studyjnych. Dotyczy to zwłaszcza „My Fairy King”, który w wersji studyjnej powalał dopracowaniem i rozmachem oraz wielością nałożonych na siebie ścieżek wokalnych i harmonicznych. Niemniej nieco uproszczona wersja radiowa brzmi cudownie. Świetnie wyeksponowane są zwłaszcza partie pianina w wykonaniu Freddiego. W przypadku „Ogre Battle” wersja radiowa pojawiła się także wcześniej niż studyjna. Album „Queen II”, na którym znalazł się ten utwór, został bowiem wydany w 1974 r. Wartość historyczna tych nagrań jest więc nie do przecenienia. Podobnie było w przypadku sesji piątej. Materiał, który się na niej znalazł, ukazał się później w wygładzonych wersjach na albumie „Sheer Heart Attack” (te wersje nagrywane były jednak przed rejestracją dla BBC, podobnie jak w wypadku sesji nr 1), a najbardziej znanym utworem okazał się napisany przez Maya „Now I’m Here”.

I tak płynnie przeszliśmy do drugiej płyty tego wydawnictwa. Jest na niej jeszcze więcej rarytasów niż na pierwszej. Zawiera ona bowiem premierowy (oficjalnie niepublikowany dotąd w całości) materiał z czwartej, piątej i szóstej sesji nagranej na potrzeby brytyjskiego radia. Całość rozpoczyna sesja czwarta (z 3 kwietnia 1974 r.), zawierająca być może najciekawszy materiał. Otwiera go rozbudowana instrumentalnie i wokalnie „Modern Times Rock’n’Roll” (a więc jedyny utwór, który znalazł się na dwóch płytach „On Air”), wzbogacona o gitarową solówkę Maya oraz dodatkowy wokal w tle (pod koniec utworu) Mercury’ego, których nie uświadczymy na wersji z płyty. Później dostajemy dwa absolutne klejnoty w koronie Królowej: „Nevermore” i „White Queen (As It Began)”. W przypadku tego pierwszego Mercury, autor tekstu, daje do zrozumienia, iż miłość jest dla niego najważniejsza. Kawałek ma bardzo emocjonalny, smutny, wręcz żałobny wydźwięk. Muzyka znakomicie ilustruje słowa Freddiego. Tytułowe „nigdy więcej” zdają się traktować o odrzuconej miłości i złamanym sercu. Wersja z „On Air” dość wyraźnie różni się od studyjnej (krótszej o 13 sekund), znanej z „Queen II”. W tej drugiej klawisze wyraźnie dominują nad resztą, ledwo możemy usłyszeć akompaniament instrumentów perkusyjnych Taylora i basisty Johna Deacona. Jest to przede wszystkim cudowna fortepianowa miniatura. Wersja radiowa charakteryzuje się surowszą w porównaniu do oryginału aranżacją oraz wyraźniej zarysowaną tym razem linią basu i perkusji, jak również drapieżniejszą, wręcz punkrockową końcówką. Bardziej zróżnicowany jest tutaj wokal Freddiego, który inaczej moduluje głosem, zwłaszcza w ostatniej fazie utworu, jakby się nim bawiąc. Głos Mercury’ego nie jest też tutaj tak czysty jak w wygładzonej i dopieszczonej wersji studyjnej. Mamy tu także do czynienia z inaczej śpiewającym chórkiem. Zarówno w wersji znanej z albumu, jak i radiowej jest to jeden z najlepszych utworów popełnionych przez Freddiego. Świetne wrażenie, duże lepsze niż w na płycie „Queen II”, robi także „White Queen (As It Began)”. Wersja zaprezentowana radiosłuchaczom ma przede wszystkim fortepianową podniosłą i subtelnie zagraną wstawkę Freddiego. Podobne wykonanie mogliśmy podziwiać niedawno na koncertowym wydawnictwie „Live at Odeon” (2015 r.), zawierającym zapis słynnego wigilijnego koncertu z 1975 r., który zespół dał w londyńskim Hammersmith Odeon.

Sesja nr 5 (z 16 października 1974 r.) to poza wspomnianym „Now I’m Here” o ostrym brzmieniu (bardziej niż w wersji studyjnej) utwory: „Stone Cold Crazy”, „Flick of the Wrist” i „Tenement Funster”. Ten pierwszy to przykład tego, jak ciężko, wręcz thrashmetalowo mógł brzmieć zespół. Nic dziwnego, że cover tego utworu w wykonaniu Metalliki zdobył w 1991 r. nagrodę Grammy. Drugi utwór jest rozbudowany o instrumentalne wstawki, których próżno szukać w wersji studyjnej. „Tenement Funster” to zaś kolejny niezbity dowód na to, jak świetny wokalistą był (jest) Taylor. Jego wokal został wręcz stworzony do tej kompozycji. Utwory z tej sesji chyba najmniej różnią się od tych znanych z płyty, gdyż zespół korzystał już z zarejestrowanych na potrzeby „Sheer Heart Attack” ścieżek, na które nagrał później dodatkowe wokale i poszczególne partie instrumentów.

Bardzo ciekawie jest na kończącej albumu sesji szóstej. Została ona nagrana po ponad 3 latach od poprzedniej (28 października 1977 r.). Wtedy zespół był już uznaną światową marką, mającą na koncie jeden z najważniejszych albumów w historii „A Night at the Opera” ze światowym megaprzebojem „Bohemian Rhapsody”. Co ciekawe sesja ta miała miejsce tego samego dnia, co brytyjska premiera albumu „News of the World”, na której znalazły się dwa absolutne evergreeny muzyki rozrywkowej: „We Are the Champions” i „We Will Rock You”. Na potrzeby sesji dla BBC muzycy Queen zarejestrowali ten ostatni (w dwóch odmianach) oraz trzy inne utwory z wydanego właśnie albumu w wersjach alternatywnych wobec studyjnych. Szczególne wrażenie robi tzw. szybka wersja „We Will Rock You”, moim zdaniem ciekawsza i lepsza od tej powszechnie znanej. Brzmi ona dynamicznie i bardziej energetycznie. Dobrze zarysowania jest tu linia basu Deacona. W ogóle hardrockowa gra instrumentów wyparła tutaj znane z wersji głównej tupanie i klaskanie wzmocnione efektem pogłosu. Dlatego świetnie sprawdzała się na otwarcie koncertów, i to zarówno tych w latach 70., jak i tych współczesnych, podczas których nieodżałowanego Freddiego za mikrofonem próbuje zastąpić wspomagający Taylora i Maya Adam Lambert. Jak wiemy, w projekcie Queen + Adam Lambert nie uczestniczy John Deacon, basista Queen, który ma na swoim koncie nie tylko muzykę takich przebojów jak „Another One Bites the Dust” czy „I Want to Break Free”. Jednym z przykładów kompozytorskich zdolności Deacona jest utwór „Spread Your Wings”, który także został zarejestrowany na potrzeby szóstej sesji. Od wersji znanej z płyty różnią go przede wszystkim sposób śpiewu (a także krzyku) Freddiego oraz inna, intensywna i rozbudowana końcówka, w której głos Mercury’ego miesza się z jego efektowną grą na pianinie. Inne względem studyjnych są także wersje utworów „It’s Late” oraz „My Melancholy Blues”. W tym pierwszym przypadku dostajemy wariację na temat utworu, który znamy z wersji studyjnej, rozbudowaną o niemal erotyczną wstawkę wokalno-instrumentalną, kojarzącą się nam z innym utworem Queen – „Get Down, Make Love”. Można wręcz odnieść wrażenie, że muzycy jammują, że improwizują. Z pewnością bawią się muzyką. Podobnie zresztą jak podczas całej sesji. Nie możne to dziwić. Byli już wówczas gwiazdami mogącymi sobie pozwolić na dowolne eksperymenty. Ten nieskrępowany luz i radość z gry słyszymy także w ostatnim utworze. „My Melancholy Blues” z dodatkową partią gitary i śmiechem Freddiego pod koniec utworu brzmi niemal jazzowo i jest przykładem tego, jak wszechstronnymi i uzdolnionymi muzykami byli członkowie Queen.

[img:2]

Wydawnictwo „On Air” ukazało się w kilku wersjach. Najbardziej wartościowa jest wersja deluxe, która oprócz dwóch recenzowanych płyty zawiera jeszcze cztery inne. Na jednej z nich znajdują się fragmenty wybranych radiowych koncertów Queen (w tym pierwszego transmitowanego przez radio z londyńskiego Golders Green Hippodrome z 13 września 1973 r.), także tych z lat 80. Trzy pozostałe dyski to zapis radiowych wywiadów z muzykami grupy w latach 1976–1992.

Recenzował: Michał Bigoraj

Korzystając z okazji zapraszamy na noworoczną odsłonę musicalu warszawskiego Teatru Rampa „Rapsodia z Demonem” opartego na twórczości grupy Queen. Bilety znajdziecie na stronie: http://www.teatr-rampa.pl/repertuar.

Recenzowaliśmy dla Was ten spektakl w następujących słowach: 

Stosunkowo popularnym aktorom towarzyszą także osoby mniej znane, wyłonione podczas kilkuetapowych castingów. Takie połączenie doświadczenia z entuzjazmem i młodością daje energiczny i dynamiczny efekt. Tym bardziej, że „Rapsodię z Demonem” tworzą w większości młodzi wokaliści i tancerze. 

Z całą recenzją możecie zapoznać się tutaj.

 

Rock
reklama
Copyright © INFOMUSIC 2017