10 kwietnia 2018 16:10

RELACJA: Metalmania 2018

24 edycja Metalmanii, druga edycja po reaktywacji, po prawie dziesięcioletniej przerwie. 7 kwietnia w katowickim Spodku odbył się prawdziwy taniec śmierci. Na dwóch scenach wystąpiły kapele z gatunku thrash, black i death metal. Niezaprzeczalnie to death metalowe zespoły grały pierwsze skrzypce a może raczej gitary.

Słońce na przekór mocom piekielnym, które zbierały się w Spodku, świeciło cały dzień. Początek imprezy dla wielu fanów mocnych brzmień odbył się przy piwie pod chmurką. Jednak w miarę zapadania ciemności, dance macabre wewnątrz Spodka nabierało tempa.

 

[img:1]

 

Na małej scenie zaprezentowały się kapele spod znaku eksperymentalnych brzmień, takie jak Shodan czy Inverted Mind, które hipnotyzowały opętanymi wokalami i pożętym brzmieniem gitar. Polski Shodan zagrał kawał dobrego technicznego metalu. Psychotyczny wokal Słomy z Inverted Mind i ich depresyjne granie były doskonałym wstępem do tego co miało dziać się już wkrótce na głównej scenie. Późnym popołudniem, zanim na dobre otwarły się bramy piekieł, na dużej scenie wystąpił thrashowo – progresywny Mekong Delta z Niemiec. Z przyjemnością słuchałam ich riffów. Wraz z zachodzącym słońcem atmosfera zarówno na małej jak i dużej na scenie robiła się coraz bardziej mroczna. Przyszedł czas na prawdziwie granie z piekła rodem.

Na dużej scenie zagrał australijski Destroyer 666, który jak zwykle nie miał litości i rozpoczął od burzy z piorunami a potem już było tylko mocniej i szybciej. Pod sceną w kotle zawrzało. Australijczycy zagrali bardzo szybko i jeszcze bardziej brutalnie.

Niekwestionowanym wodzirejem dance macabre, które odbyło się w spodku był Roman. W aureoli zwichrzonych siwych włosów, rozpoczął na scenie swój taniec. Kostrzewski dał z siebie wszystko a jego pląsy ożywiły nawet starszą część publiki. Szalone pieśni Romana i jego i „Głos z ciemności" wprowadziły nieco nostalgiczna atmosferę. Chociaż prawie na każdym koncercie KATa można usłyszeć „Łzę dla cieniów minionych” to jednak ten okręt powinien płynąć dalej i dalej, bo ten kawałek za każdym razem jest dobry. Było też trochę nostalgicznie a trochę wesoło kiedy Roman przestrzegał: Strzeż się plucia pod wiatr. KAT zaprezentował świetną formę i był doskonałym polskim i jednocześnie jedynym w swoimi rodzaju (któż podrobi teksty i charakterystyczny taniec Romana) polskim akcentem.

 

[img:2]

 

Asphyx kontynuował granie ciężkich brzmień. Death metal, w wydaniu tych holendrów, przypadł do gustów wszystkim wielbicielom posępnych i brutalnych brzmień. Pod sceną w kotle ponownie zawrzało. Martin van Drunen, swoim potępieńczym wokalem, którego nie powstydziłaby się sama śmierć, wykrzyczał nie tylko stare kawałki jak: „The Rack” czy „Last one on earth”. Asphyx zagrał też nowsze utwory „Death the brutal way” czy „Deathhammer”

Kolejną mroczną legendą, jaka wystąpiła w spodku, był Emperor. Norwegowie nie zaskoczyli raczej set listą, na ostatnich koncertach jest ona raczej dość podobna – ostatnio słyszałam ją na zeszłorocznej edycji Brutal Assault. Jednak uczczenie 20 rocznicy wydania „Anthems to the welkin at dusk” dało kolejną okazję do zagrania kawałków z tej płyty. Nie zabrakło też najbardziej znanych numerów jak „Curse you All men”, „In The Nightside Eclipse” „Inno a Satana” Było mrocznie i pompatycznie. Chociaż wielką fanką Emperora nigdy nie byłam, to ten występ idealnie wpasował się w klimat.

 

[img:3]

 

Ukoronowaniem tańca śmierci w katowickim spodku był występ Napalm Detah. Dla Barney’a każda scena wydaje się zbyt mała. Ten facet swoją energią mógłby obdarzyć co najmniej kilka osób z ADHD. Przez cały koncert miotał się po scenie niczym jakiś psychopata by w przerwie między kawałkami całkiem składnie i do rzeczy porozmawiać z publiką. Kawałki grali zarówno z najnowszej płyty „Coded sears and more uncommon slums” jak i sztandarowe numery takie jak „Scum” „You Suffer” i „Iside the torn apart” Smaczkiem na koniec były covery „Victims of a bomb raid i kawałek Dead Kennedys „Nazi punks fuck off.”

Tegoroczna edycja Metalmanii przyciągnęła mniejszą ilość zwolenników ciężkich brzmień niż w 2017. Spodziewałam się, że gwiazdy pokroju Emperora czy Napalm Death zapełnią spodek po brzegi. Mimo to imprezę zaliczam do bardzo udanych zarówno pod względem muzycznym, towarzyskim jak i organizacyjnym. Na dwóch scenach zaprezentowały się kapele z rożnych gatunków metalu więc każdy mógł wybrać coś dla siebie. Szeroki przekrój obejmował klasyki takie jak Emperor po bardziej nowoczesne trendy zaprezentowane przez polskie zespoły na małej scenie. Ciekawostką była też wystawa prac Christophe’a Szpajdela, który stworzył logo Emperora. Jego prace były doskonałym dopełnieniem klimatu imprezy w Spodku.

Metal
reklama
Copyright © INFOMUSIC 2017