Apocalyptica w Krakowie (relacja)
![[img:2]](/img/artykuly/zdjecia/_MC40Mjc1NDEwMCAxNDQ0NDc5MzMw.jpg)
Arktyczne temperatury panujące ostatnio w naszym kraju przywiały do Polski Finów z formacji Apocalyptica. Muzycy zagrali 7 października w Warszawie, a dzień później w Krakowie.
Panowie mieli nas odwiedzić już kwietniu, jednak ze względu na przedłużające się prace nad albumem "Shadowmaker" europejska część trasy została przeniesiona na październik. Tym sposobem 8 października muzycy wystąpili w Hali Wisły. Przed występem głównej gwiazdy publiczność rozgrzał zespół Tracer z Australii. Panowie prezentujący mieszankę rocka i heavy metalu świetnie sprawdzili się w roli supportu. Mimo, że po dłuższym obcowaniu z ich muzyka, można dojść do wniosku, że piosenki są do siebie tak zbliżone, że zlewają się ze sobą.
Około godziny 20:00 na scenie pojawili się wiolonczeliści rozpoczynając swój koncert od "Reign Of Fear" i "Grace". Tej nocy mogliśmy usłyszeć prawdziwą mieszankę płytową, co mogło stanowić zaskoczenie dla tych, którzy spodziewali się repertuaru pochodzącego wyłącznie z promowanego trasą albumu. Utwory instrumentalne przeplatały się z piosenkami wykonanymi wspólnie z wokalistą zespołu Franky'm Perezem. Jak brzmi na żywo ten ostatni, mogliśmy się przekonać między innymi za sprawą "I'm Not Jesus", "Not Strongh Enough" czy "I Don't Care"
![[img:3]](/img/artykuly/zdjecia/_MC4xMDgzMjUwMCAxNDQ0NDc5MzMx.jpg)
Franky Perez nie miał przed sobą łatwego zadania, wykonywał przecież także piosenki, które śpiewali w oryginale różni wokaliści, poradził sobie jednak całkiem dobrze. Było to słychać zwłaszcza w "Hope vol.2". Choć pełnię jego zdolności ukazały dopiero numery pochodzące z najnowszego albumu. Miłą niespodziankę stanowiło wykonanie "In the Hall of the Mountain King" wraz z fragmentem hymnu Polski, który chętnie został odśpiewany przez zgromadzoną publiczność.
![[img:4]](/img/artykuly/zdjecia/_MC43NDc1ODIwMCAxNDQ0NDc5MzMx.jpg)
Przez ponad 20 lat twórczości Apocalyptica nagrała osiem albumów, choć wielu najlepiej kojarzy ich za sprawą debiutanckiego albumu z coverami Metalliki. Taki dorobek, dość wysoka skala popularności oraz nowość w postaci dołączenia do zespołu wokalisty, może nieść ze sobą wiele niebezpieczeństw. Zwłaszcza to związane z komercjalizacją zespołu. Znajdzie się pewnie także wielu takich, którzy stwierdzą, że najlepsze czasy ten zespół ma już za sobą. Obserwując jednak to co działo się na scenie, trudno w to uwierzyć. Zdaje się, że Panowie nie stracili nic ze swojej pasji. Dialog z fanami podejmują chętnie, nie stronią także od wymachiwania wiolonczelami, czy wygłupów na scenie. To i płynąca od nich pozytywna energia zapewni im rzesze fanów na koncertach, bez względu na mijający czas. "One" i "Master of Puppets" wykonane na wiolonczelach mają bowiem bezwzględnie wciąż taką samą siłę rażenia.
Tekst: Monika Matura
Zdjęcia: Piotr "Bobas" Kuhny
