
Kult w Stodole (22.11.2025) RELACJA
Kult w Stodole! To zdanie to hasło, ale jednocześnie potwierdzenie czegoś oczywistego. Najlepszy polski koncertowy zespół warszawski klub jesienią odwiedza bowiem regularnie, czasem dając tam nawet po cztery koncerty. Tym razem występ w ramach trasy, popularnie zwanej Pomarańczową, był tylko jeden. Ale za to jaki! ![[img:1]](/img/artykuly/zdjecia/1-min-13.webp)
Tylko jeden koncert wynikał z faktu, że 24 października dowodzona przez Kazika Staszewskiego formacja po długiej nieobecności wystąpiła w innym słynnym warszawskim miejscu – na Torwarze. Świadomość, że Kult tym razem zagra tylko raz, sprawiała, że temu występowi od początku towarzyszyła atmosfera wyjątkowości i pewnej ekskluzywności. Czy muszę dodawać, że bilety wyprzedały się momentalnie, a Stodoła pękała w szwach?![[img:2]](/img/artykuly/zdjecia/2-min-11.webp)
Ale zanim sceną zawładnęli muzycy Kultu, swoje pięć minut (a właściwie ok. pół godziny) miał zespół Kołtun grający reggae z elementami punk rocka i ska. Uczciwie przyznaję, że mnie nie porwali swoją nieco „jamajską” energią i stylizacją, ale wiele osób miało zapewne inne zdanie, bo wyraźna część – całkiem dużej jak na suport – publiki dobrze znała ich twórczość. Zatem rozgrzewka przed daniem głównym była… przyzwoita.![[img:40]](/img/artykuly/zdjecia/40-min-3.webp)
A rozpoczęła się bardzo nietypowo, bo jako pierwszy cios Kult wyprowadził „Dziewczynę bez zęba na przedzie”, spuentowaną zabawną anegdotą Kazika o tym, że wiele dziewczyn uważa, iż to one były inspiracją do powstania tego utworu :). Byłem na ok. 150 koncertach Kultu, ale nie pamiętam, by jakikolwiek zaczynał się tym kawałkiem! Pierwszą trójkę – podczas której tradycyjnie fotografowie (w tym Karolina Renc, której zdjęcia ilustrują ten tekst) robią zdjęcia z tzw. fosy – uzupełniały: jeden z największych hitów grupy, wakacyjny „Gdy nie ma dzieci”, oraz jeden z przebojów nagranych już w obecnym wieku, czyli „Prosto”. A później główną bohaterką była twórczość Stanisława Staszewskiego – kultowego (nomen omen) taty Kazika, którego setna rocznica urodzin przypada 18 grudnia. Kazik o tym wspominał, a później wraz z kolegami oddał mu hołd, prezentując wiele utworów z repertuaru ojca, który Kult wprowadził do masowego obiegu dzięki płytom „Tata Kazika” (1993) i „Tata 2” (1996). Pierwszym z nich był ten, oprócz „Baranka”, najbardziej ikoniczny, czyli „Celina”, którą Kazik poprzedził nie tylko krótką informacją o bohaterce utworu, ale też o tym, że w tym roku w Warszawie będzie wystawa poświęcona twórczości jego ojca. Po zagranej ze swadą kompozycją, która pierwszą ze wspomnianych płyt otwiera, przyszła pora na tę, która jest moją ulubioną - nie tylko na niej, ale generalnie w całej twórczości zespołu. „Kurwy wędrowniczki”, bo o nich mowa, to nieoczywisty reprezentant w koncertowym repertuarze grupy. Tym bardziej się cieszę, że wypadały niezwykle energetycznie, a instrumentaliści – na czele z gitarzystą Wojtkiem Jabłońskim – odpowiednio oddali niemal heavy-metalowy rozmach w końcówce. W innej stylistyce nagrana została kompozycja z drugiej ze wspomnianych przeze mnie płyt z repertuarem Staszewskiego seniora – „Kochaj mnie, a będę twoją”. Legendarny bard wprawdzie ją wykonywał, ale tekst jest autorstwa Andrzeja Własta, kompozycja zaś Henryka Warsa. Kazik te fakty przypomniał, podobnie jak i to, że na płycie „Tata 2” wykonywał ją wspólnie z Violettą Villas. Śpiewając ja teraz samodzielnie, także potrafi oddać jej klimat i przesłanie. Kończąc wątek repertuaru taty Kazika, dodajmy, że w Stodole usłyszeliśmy jeszcze „Królową życia” (jedyny utwór z płyty „Tata Kazika”, do którego zespół stworzył nową melodię), „Notoryczną narzeczoną” (utwór, którym w swoim repertuarze ma także Kwartet ProForma, współpracujący z Kazikiem) i wspomnianego „Baranka” – którego refren był - jak zwykle - wyśpiewany chóralnie przez całą publiczność. Być może nawet głośniej niż zazwyczaj, bo Kazik prosił, byśmy śpiewali jak najgłośniej ze względu na jego niedosłuch ;).![[img:4]](/img/artykuly/zdjecia/4-min-9.webp)
Ale Kult słynie przede wszystkich z autorskich kompozycji, opartych na tekstach Kazika! I to one, co oczywiste, zdominowały koncert w Stodole! Usłyszeliśmy zarówno wielkie hity (radosną „Brooklyńską Radę Żydów”, nieco za szybko zagraną „Arahję”, dawno nie słyszane „Czarne słońca” czy obowiązkową na każdym koncercie „Polskę”, podczas której Kazik jak zwykle prezentował liczne biało-czerwone flagi dostarczone przez fanów z całego kraju), kompozycje będącę świadectwem stałej, wielkiej i niezmiennej miłości Kazika do żony („Do Ani”, „6 lat później”), ale też stosunkowo mniej znane kawałki, takie jak „Komuna mentalna”, „Tan”, „Fever, fever, fever” czy niezwykle dynamiczny i znakomity - także w warstwie tekstowej - „Patrz!”. Ale dla mnie największym pozytywnym zaskoczeniem koncertu był utwór, który kończył jego zasadniczą część. „Psalm 151” to jeden z tych kawałków, od których moja miłość do Kultu się rozpoczęła, a którego na koncertach nie słyszałem od lat. Wzruszenie było oczywiste.![[img:5]](/img/artykuly/zdjecia/5-min-7.webp)
A co dostaliśmy jeszcze? Jak zwykle na scenie pojawił się syn Kazika, Janusz, który „uraczył” nas swoim, zaśpiewanym w „reaggae’owej” modle, kawałkiem „Niektórzy”, by później wspólnie z ojcem zaśpiewać (bardzo osobliwie, z użyciem dźwiękowego efektu, przez który ciężko było go zrozumieć) „Konsumenta”. Nie zabrakło też klasycznych coverów (zagranych jako dwa pierwszy bisy): znakomitego „Pasażera” (utwór Iggy’ego Popa) i chwytającego za serce „Domu wschodzącego słońca” („House of the Rising Sun” – folk-rockowy standard, spopularyzowany przez zespół The Animals).![[img:25]](/img/artykuly/zdjecia/25-min-5.webp)
Niezwykłym wydarzeniem było też to, że rzadko na koncertach słyszany utwór „Goopya peezda” (polecam wsłuchanie się w jego tekst i powolne przeczytanie tytułu :)). Kazik rozpoczął… na rękach fanów, do których zszedł, a właściwie bardziej zeskoczył ze sceny, kilkadziesiąt sekund dryfując później ponad ich głowami! Po powrocie na scenę - wyraźnie zmęczony, ale zadowolony z siebie - dokończył utwór :). Zachowanie Kazika poniekąd zainspirowało mnie, by rzucić się w wir w pogo, a następnie na rękach fanów dostać się pod scenę. A te piękne szaleństwa wykonałem przy okazji zagranego niezwykle zadziorne numeru „(Po co)” Wolność”.![[img:51]](/img/artykuly/zdjecia/c644463b-1fe0-4d84-9bde-30a5a2b89c2a-min.webp)
Występ zakończyło imponujące wykonanie „Piosenki młodych wioślarzy” (podczas którego tradycyjnie duża część publiczności rytmicznie i spójnie imitowała wiosłowanie) oraz zagranych - jak zwykle - na koniec „Sowietów”, „dedykowanych” Putinowi, do czego nawiązywał ironiczny, kreskówkowy teledysk stworzony chyba przez sztuczną inteligencję.
![[img:8]](/img/artykuly/zdjecia/8-min-5.webp)
Ale koncerty Kultu nie mają nic ze „sztuczności”! Są niezwykle energetyczne, znakomicie przemyślane i zaprezentowane (nawet pomimo drobnych wpadek, takich jak kuriozalny i niepasujący do koncertowego repertuaru - opartego w dużej mierze na samplach - utwór „45-89”, którego tekst Kazik czytał z kartki, czy fakt, że wokalista czasem wchodził z tekstem za wcześnie, jak np. przy „Fever, fever, fever”), podane z humorem (Kazik był wyraźnie w dobrym nastroju) i przede wszystkim świetnie zagrane - w czym zasługa wszystkich muzyków Kultu (poza wspomnianymi zespół uzupełniają basista Ireneusz Wereński, perkusista Tomasz Goehs, saksofonista Mariusz Godzina, trębacz Janusz Zdunek oraz grający odpowiednio na puzonie i instrumentach klawiszowych Jarek Ważny i Konrad Wantrych). To było jak zwykle ponad 2,5 godziny muzycznej uczty, która - jak zawsze - smakowała wybornie!
![[img:9]](/img/artykuly/zdjecia/9-min-5.webp)
![[img:10]](/img/artykuly/zdjecia/10-min-5.webp)
![[img:11]](/img/artykuly/zdjecia/11-min-5.webp)
![[img:12]](/img/artykuly/zdjecia/12-min-3.webp)
![[img:13]](/img/artykuly/zdjecia/13-min-3.webp)
![[img:14]](/img/artykuly/zdjecia/14-min-4.webp)
![[img:15]](/img/artykuly/zdjecia/15-min-4.webp)
![[img:16]](/img/artykuly/zdjecia/16-min-5.webp)
![[img:17]](/img/artykuly/zdjecia/17-min-4.webp)
![[img:19]](/img/artykuly/zdjecia/19-min-4.webp)
![[img:20]](/img/artykuly/zdjecia/20-min-5.webp)
![[img:21]](/img/artykuly/zdjecia/21-min-4.webp)
![[img:22]](/img/artykuly/zdjecia/22-min-4.webp)
![[img:23]](/img/artykuly/zdjecia/23-min-4.webp)
![[img:24]](/img/artykuly/zdjecia/24-min-4.webp)
![[img:6]](/img/artykuly/zdjecia/6-min-5.webp)
![[img:26]](/img/artykuly/zdjecia/26-min-5.webp)
![[img:27]](/img/artykuly/zdjecia/27-min-4.webp)
![[img:28]](/img/artykuly/zdjecia/28-min-4.webp)
![[img:29]](/img/artykuly/zdjecia/29-min-5.webp)
![[img:30]](/img/artykuly/zdjecia/30-min-6.webp)
![[img:31]](/img/artykuly/zdjecia/31-min-6.webp)
![[img:32]](/img/artykuly/zdjecia/32-min-7.webp)
![[img:33]](/img/artykuly/zdjecia/33-min-3.webp)
![[img:34]](/img/artykuly/zdjecia/34-min-4.webp)
![[img:35]](/img/artykuly/zdjecia/35-min-4.webp)
![[img:36]](/img/artykuly/zdjecia/36-min-3.webp)
![[img:37]](/img/artykuly/zdjecia/37-min-3.webp)
![[img:38]](/img/artykuly/zdjecia/38-min-3.webp)
![[img:39]](/img/artykuly/zdjecia/39-min-3.webp)
![[img:41]](/img/artykuly/zdjecia/22-11-2025-KULT-45-min.webp)
![[img:42]](/img/artykuly/zdjecia/22-11-2025-KULT-53-min.webp)
![[img:43]](/img/artykuly/zdjecia/22-11-2025-KULT-68-min.webp)
![[img:44]](/img/artykuly/zdjecia/22-11-2025-KULT-92-min.webp)
![[img:45]](/img/artykuly/zdjecia/22-11-2025-KULT-100-min.webp)
![[img:46]](/img/artykuly/zdjecia/22-11-2025-KULT-111-min.webp)
![[img:47]](/img/artykuly/zdjecia/22-11-2025-KULT-153-min.webp)
![[img:48]](/img/artykuly/zdjecia/22-11-2025-KULT-168-min.webp)
![[img:49]](/img/artykuly/zdjecia/22-11-2025-KULT-169-min.webp)
![[img:50]](/img/artykuly/zdjecia/22-11-2025-KULT-183-min.webp)
![[img:3]](/img/artykuly/zdjecia/3-min-7.webp)
Autor relacji: Michał Bigoraj
Autorka zdjęć: Karolina Renc / Muzyczne Pocztówki Karoli
