
Relacja: T. Love w Klubie Stodoła (29.11.2025 r.)
![[img:1]](/img/artykuly/zdjecia/1-min-15.webp)
Duet twórczy Staszczyk-Benedek należy do czołówki moich ulubionych par w artystycznym świecie. Do niedawna wydawało się, że powrót Benedeka do T.Love w 2022 roku i wspólna praca nad płytą „Hau Hau” rozpoczęły kolejny okres owocnej współpracy muzyków. Niestety, na początku października zespół ogłosił zakończenie owej współpracy, a miejsce Benedeka w składzie zajął Maciej „Magilla Majcher” Majchrzak. W minioną sobotę (29.11.2025 r.), w warszawskim klubie Stodoła, miałam okazję po raz pierwszy zobaczyć na żywo to „nowe oblicze” zespołu. Tylko czy aby na pewno „nowe”?
![[img:2]](/img/artykuly/zdjecia/2-min-13.webp)
Magilla Majcher, który uzupełnił skład formacji, zaliczył wielki powrót po latach, bowiem to właśnie on pełnił rolę gitarzysty T.Love w latach 1993-2017. Pierwszym krążkiem T.Love, w nagraniu którego brał udział, był kultowy album „Prymityw” (1994). Maciej jest autorem muzyki przebojów T.Love, takich jak „Chłopaki nie płaczą” czy „Nie, Nie, Nie”, a także producentem płyt „T.Love” i „Old Is Gold”. Czy zatem można tu mówić o „nowym obliczu”? To pozostawiam Waszej ocenie.
![[img:3]](/img/artykuly/zdjecia/3-min-8.webp)
Ja postanowiłam sprawdzić, jak ten skład zaprezentuje się po przerwie i uważam, że wypadli bardzo dobrze! Niezmiennie podziwiam odwagę i pasję Muńka, który po poważnych perypetiach zdrowotnych postanowił wrócić na scenę i udowodnić, że jeszcze wiele muzycznych wyzwań przed nim. Lider legendarnej formacji na scenie warszawskiego klubu Stodoła czuł się jak ryba w wodzie.
![[img:4]](/img/artykuly/zdjecia/4-min-10.webp)
![[img:5]](/img/artykuly/zdjecia/5-min-8.webp)
W charakterystyczny sposób - skracający dystans i podkreślający przyjacielską relację z publicznością - prowadził nas przez koncert, podczas którego mieliśmy okazję usłyszeć zarówno wielkie hity formacji (m.in. „I Love You”, „Wychowanie”, „Ajrisz”, „Nie, Nie, Nie” oraz zagraną tradycyjnie na bis „Warszawę”), jak i nowe utwory zapowiadające kolejny krążek formacji („Orajt”, „Mimo wszystko” i „Buty”) oraz rzadziej słyszane na koncertach kawałki pochodzące jeszcze z czasów T.Love Alternative (m.in. „Karuzela”, “Zabijanka”, „IV LO”), które zostały wykonane w wersji akustycznej z gościnnym udziałem Macieja „Macio” Maślikowskiego. Muniek i Macio w ten sposób uhonorowali zmarłego 13.08.2025 r. basistę formacji T.Love Alternative - Jacka „Konia” Śliwczyńskiego.
![[img:6]](/img/artykuly/zdjecia/6-min-6.webp)
Godną uwagi częścią występów T.Love jest też grono gości specjalnych zapraszanych na koncerty. Tym razem wśród Artystów, którzy pojawili się gościnnie u boku Muńka, poza wspomnianym Maciejem Maślikowskim znaleźli się Sarsa, Tomasz Lipiński i nieco niespodziewanie Krzysztof Zalewski! Pierwsza na scenie pojawiła się Marta Markiewicz, której udział jest zwiastunem planowanej na przyszły rok najnowszej płyty T.Love, bowiem na tym krążku znajdzie się utwór „Mimo wszystko” wykonywany przez duet Muniek & Sarsa. To właśnie od tego kawałka rozpoczęli wspólny występ. Drugim utworem wykonanym wspólnie był zaś pochodzący z płyty Prymityw „Bóg”.
![[img:7]](/img/artykuly/zdjecia/7-min-6.webp)
![[img:8]](/img/artykuly/zdjecia/8-min-6.webp)
Krzysztof Zalewski, którego udział był wielką niespodzianką, wykonał wspólnie z Muńkiem utwór „Jak żądło” pochodzący z płyty Al Capone (1996), a następnie porwał publiczność dzięki energetycznemu przebojowi „Potrzebuję wczoraj” ze wspomnianej już płyty Prymityw. Legenda naszej polskiej sceny rockowej - Tomasz Lipiński - wykonał ze Staszczykiem „Ty i tylko Ty” z repertuaru formacji Brygada Kryzys, której jest współzałożycielem, a następnie zaprezentowali tytułowy utwór z kultowego krążka King (1992).
![[img:9]](/img/artykuly/zdjecia/9-min-6.webp)
Warto też wspomnieć, że Muniek podczas koncertu tradycyjnie oddał hołd polskiemu Artyście, którego ceni najbardziej – Markowi Grechucie, wykonując utwór „Dni, których nie znamy”. Mojej uwadze nie umknęło też wyczekiwane „Lucy Phere”, refleksyjne „Gnijący świat” i energetyczne „Autobusy i tramwaje”. To wszystko składa się na bardzo dobry koncert, ale czy tak zupełnie bez wad? Nie sądzę. Jak wszystko w życiu, i tu można się do czegoś przyczepić. Mnie na przykład zaskoczyło pominięcie repertuaru z ostatniej płyty, która została przecież dobrze przyjęta przez grono fanów. Miałam nadzieję na chociaż jeden utwór z tego krążka, a konkretnie na kawałek „Deszcz”. Myślę jednak, że zespół, wracając do gry w dawnym składzie, wraca na utorowaną przed laty ścieżkę i stawia na repertuar, który mieli najlepiej „ograny”.
Na koniec jeszcze słówko o innych muzykach uzupełniających skład T.Love. W końcu to nie tylko Muniek Staszczyk zapracował na sukces tej formacji.
![[img:10]](/img/artykuly/zdjecia/10-min-6.webp)
![[img:11]](/img/artykuly/zdjecia/11-min-6.webp)
![[img:12]](/img/artykuly/zdjecia/12-min-4.webp)
Poza wspomnianym Magillą Majcherem, który szybko ponownie odnalazł się w wymagającej roli gitarzysty, na scenie mieliśmy okazję podziwiać Jacka „Perkoza” Perkowskiego (gitara), Pawła „Nazima” Nazimka (gitara basowa), Jarosława „Sidneya” Polaka (perkusja) i muzyka towarzyszącego – Mariusza Nejmana (instrumenty klawiszowe).
![[img:13]](/img/artykuly/zdjecia/13-min-4.webp)
Widać, że panowie nie grają razem od wczoraj i mają wypracowany wspólny język. Zespół był zgrany i dał jasny sygnał, że wspólnie mogą zdziałać jeszcze dużo dobrego. Efekty ich pracy powinniśmy poznać już w pierwszej połowie przyszłego roku. Nie wiem jak Wy, ale ja już nie mogę się doczekać. A póki co zapraszam do przejrzenia kilku ujęć z sobotniego koncertu!
![[img:14]](/img/artykuly/zdjecia/14-min-5.webp)
![[img:15]](/img/artykuly/zdjecia/15-min-5.webp)
![[img:16]](/img/artykuly/zdjecia/16-min-6.webp)
![[img:17]](/img/artykuly/zdjecia/17-min-5.webp)
![[img:18]](/img/artykuly/zdjecia/18-min-5.webp)
![[img:19]](/img/artykuly/zdjecia/19-min-5.webp)
![[img:20]](/img/artykuly/zdjecia/20-min-6.webp)
![[img:21]](/img/artykuly/zdjecia/21-min-5.webp)
![[img:22]](/img/artykuly/zdjecia/22-min-5.webp)
![[img:23]](/img/artykuly/zdjecia/23-min-5.webp)
![[img:24]](/img/artykuly/zdjecia/24-min-5.webp)
![[img:25]](/img/artykuly/zdjecia/25-min-6.webp)
![[img:26]](/img/artykuly/zdjecia/26-min-6.webp)
![[img:27]](/img/artykuly/zdjecia/27-min-5.webp)
![[img:28]](/img/artykuly/zdjecia/28-min-5.webp)
![[img:29]](/img/artykuly/zdjecia/29-min-6.webp)
![[img:30]](/img/artykuly/zdjecia/30-min-7.webp)
![[img:31]](/img/artykuly/zdjecia/31-min-7.webp)
![[img:32]](/img/artykuly/zdjecia/32-min-8.webp)
![[img:33]](/img/artykuly/zdjecia/33-min-4.webp)
![[img:34]](/img/artykuly/zdjecia/34-min-5.webp)
![[img:35]](/img/artykuly/zdjecia/35-min-5.webp)
![[img:36]](/img/artykuly/zdjecia/36-min-4.webp)
![[img:37]](/img/artykuly/zdjecia/37-min-4.webp)
![[img:38]](/img/artykuly/zdjecia/38-min-4.webp)
![[img:39]](/img/artykuly/zdjecia/39-min-4.webp)
![[img:40]](/img/artykuly/zdjecia/40-min-4.webp)
![[img:41]](/img/artykuly/zdjecia/41-min-3.webp)
![[img:42]](/img/artykuly/zdjecia/42-min-3.webp)
![[img:43]](/img/artykuly/zdjecia/43-min-3.webp)
![[img:44]](/img/artykuly/zdjecia/44-min-2.webp)
![[img:45]](/img/artykuly/zdjecia/45-min-2.webp)
![[img:46]](/img/artykuly/zdjecia/46-min-2.webp)
![[img:47]](/img/artykuly/zdjecia/47-min-2.webp)
![[img:48]](/img/artykuly/zdjecia/48-min-2.webp)
![[img:49]](/img/artykuly/zdjecia/49-min-2.webp)
![[img:50]](/img/artykuly/zdjecia/50-min-2.webp)
Tekst i zdjęcia: Karolina Renc
