
Punky Reggae Live w Warszawie (fotorelacja)
![[img:4]](/img/artykuly/zdjecia/jeden-min.webp)
Punky Reggae Live to impreza, która w Warszawie po raz pierwszy zagościła 4 marca 2004 roku w Proximie. Wówczas nazywała się ona PANKREGEPARTY. Od tamtego momentu koncerty w ramach trasy znacznie się rozrosły i sprofesjonalizowały, stając się jedną z największych cyklicznych tras na koncertowej mapie naszego kraju. Zmieniła się też ich nazwa, która trafnie oddaje muzyczną stylistykę tego projektu, bo wszyscy fani muzyki znają je jako Punky Reggae Live. Choć punk rocka jest na nich nieporównywalnie więcej od reggae. Nie zmieniło się zaś jedno - gospodarz imprezy, którym jest od zawsze zespół Farben Lehre. Dowodzony przez pomysłodawcę projektu Wojtka Wojdę zespół 11 kwietnia po raz pierwszy w ramach tej trasy gościł w warszawskim klubie Palladium. Ten zasłużony dla polskiego rocka zespół świętuje w tym roku swoje 40-lecie, a swój pierwszy tegoroczny koncert w stolicy uczcił, zapraszając na wydarzenie wyjątkowych gości!
![[img:1]](/img/artykuly/zdjecia/2-min-15.webp)
Jako pierwsi, chwilę przed planowaną 17.00, na scenie pojawili się młodzieńcy ze Stacji B. Zespół wprawdzie funkcjonuje już 10 lat, ale ten staż jest znacznie krótszy od pozostałych uczestników sobotniego koncertu, zatem ciągle mają oni łatkę nadziei i przyszłości polskiego punk rocka. W sobotę po raz kolejny udowodnili jednak, że z tej nadziei coraz śmielej przeistaczają się w zespół, który na rodzimym punkrockowym podwórku może rozdawać karty.
![[img:3]](/img/artykuly/zdjecia/4-min-12.webp)
Nie brakuje im bowiem zdrowej pewności siebie, zarówno w wypowiedziach, promocji nowego albumu (z wydanego niedawno krążka „Sługa karnawału” usłyszeliśmy choćby zapadające w pamięć utwory „Moja wściekłość” czy „Wskazówka”), jak i na scenie. Nie inaczej było w sobotę. Zespół zaprezentował zwarty, niezwykle energetyczny set. Jak zwykle uwagę przykuwał frontman Michał Śmierciak, który intrygował swoim charakterystycznym scenicznym ruchem. Pochodzący z kultowych dla polskiego punka Ustrzyk Dolnych (to z tego miasta pochodzi legendarny zespół KSU) zespół zaserwował nam utwory (np. kończący całość „Jeden dzień anarchii”), które - wnioskując po reakcji publiczności - są coraz bardziej popularne wśród rodzimej punkowej publiczności.![[img:5]](/img/artykuly/zdjecia/5-min-10.webp)
Zespół został dobrze przyjęty. A ten entuzjazm chyba najbardziej przełożył się na zachowanie ekspresyjnego perkusisty. Tomasz Bilik rzucił bowiem pałeczką w stronę publiczności. Ale nie zrobił tego, podrzucając ją do góry, by powoli spadała, a po prostu cisnął ją z całej siły w ludzi. Zachowanie co najmniej nieodpowiedzialne, ale nie przysłoniło wysokiej oceny tego dobrze nagłośnionego koncertu.
O warunkach akustycznych wspomniałem powyżej nieprzypadkowo, bo niestety – jak się później okazało – niektórzy wykonawcy mieli z nimi problemu. Także zespół The Bill, który na scenie prezentował się jako drugi. Mikrofon wokalisty formacji, Dariusza „Kefira” Śmietanki, był bowiem źle nagłośniony, przez co założyciel zespołu był słabo słyszalny. Na szczęście usłyszał moją sugestię (stałem bowiem pod samą sceną, nagrywając fragmenty koncertów) i wspólnie z akustykiem zespołu szybko usunęli usterkę.
![[img:6]](/img/artykuly/zdjecia/6-min-8.webp)
I bardzo dobrze, bo mogliśmy delektować się znakomitym koncertem, w którym ta legenda polskiego punka zaprezentowała w pigułce przekrój swojej twórczości. A ta twórczość jest bardzo duża, wszak - podobnie jak Farben Lehre - zespół także w tym roku świętuje swoje 40-lecie! I choć był częstym bywalcem trasy Punky Reggae Live w przeszłości, to na tegorocznej edycji pojawił się tylko raz, właśnie w Warszawie. Był to zatem wyraźny „urodzinowy” ukłon wobec nich. Swój jubileusz w Warszawie uczcił godnie!
![[img:7]](/img/artykuly/zdjecia/7-min-8.webp)
Usłyszeliśmy zarówno hity formacji (m.in. „Dziki zachód”, „Lego”), utwory stosunkowo mniej znane („My nie jesteśmy z Wami”, przy okazji którego słusznie dostało się naszym politykom), jak i przede wszystkim te pochodzące z ostatniego krążka „The Kada” z 2024 r. („Pochwalony”, „Co ja tu robię?”, „Pokolenie pnX”, „Świnie”, „Módl się i pracuj”, „Selfie” i „Jad”). Być może w przyszłym roku usłyszymy już tu utwory z płyty kolejnej, bo wspomniany „Kefir” zdradził mi przed koncertem, że jest ona w planach. Tymczasem w Warszawie, jak zawsze, szczególe wybrzmiała sarkastyczna „Piosenka o Wiśle”, a cała publika jak zwykle chóralnie zaśpiewała nieśmiertelny „Kibel”. Był to jak zwykle dynamiczny i bardzo zaangażowany koncert. Basista Tomasz „Zawad” Zawadzki biegał po scenie (po niedawnej kontuzji nogi nie widać już śladu!) i prezentował efektowne podnoszenie swego instrumentu. Gitarzysta Andrzej „Jędrek” Tomczyk imponował nie tylko efektownym oświetleniem na niektórych punktach swego ciała, ale przede wszystkim riffami, których nie powstydziliby się gitarzyści Iron Maiden.
![[img:8]](/img/artykuly/zdjecia/8-min-8.webp)
Artur „Artie” Woźniak jak zwykle był sercem zespołu i wyznaczał na perkusji jego rytm. Całości dopełniał „Kefir”, który niektóre utwory poprzedzał krótkim dykteryjkami związanymi z nimi.
Po koncercie zespołu powstałego w Pionkach w 1986 roku publiczność była już odpowiednio rozgrzana, ale największe tego wieczoru show było dopiero przed nami. A zawdzięczamy je przede wszystkim jednej osobie. Michał Jelonek, bo o nim mowa, zaprezentował się ze swoją formacją JELONEK jako trzeci i panowie jak zwykle zafundowali zebranej w komplecie publiczności świetną zabawę.
![[img:9]](/img/artykuly/zdjecia/9-min-8.webp)
Ale była ona poparta momentami iście wirtuozerskimi popisami Michała, który jest przecież klasycznie wykształconym skrzypkiem. Nikt w naszym kraju (a może i na świecie!) nie potrafi jednak tak łączyć „poważnych” dźwięków z (punk)rockowym uderzeniem! Jego wersje utworów Paganiniego („Kaprys nr 24), czy Rossiniego (uwertura do opery „Wilhelm Tell”) tradycyjnie wprawiały mnie w zachwyt. Ale nie tylko dlatego, że zostały znakomicie zagrane i na rockowo zaaranżowane, ale także dlatego, że przy ich okazji publika ewidentnie zachowywała się zupełnie inaczej niż w „filharmonii” (jak zwykł żartobliwie Michał zapowiadać te utwory). Nie zabrakło zatem klasycznych na koncertach elementów takich jak pogo, wężyk czy słynna „ścianka” - tu z wiadomych względów nazwana „ścianką-warszawianką”. Jelonek z kolegami pokazał jednak, że rockowo i na skrzypcach można zagrać też klasykę disco, czyli „Daddy Cool” z repertuaru Boney M., a żeby tę muzyczną stylistykę jeszcze urozmaicić, dostaliśmy rozsławione przez Muppety „Mah Nà Mah Nà”.![[img:10]](/img/artykuly/zdjecia/10-min-8.webp)
![[img:11]](/img/artykuly/zdjecia/11-min-8.webp)
Ludzie, z piszącym te słowa na czele, byli zachwyceni! Ale ewidentną frajdę z występu mieli też muzycy (największą poza liderem chyba gitarzysta Leszek Kowalik), którzy w efektownym i zabawny sposób zeszli w „żołnierskim stylu” ze sceny zaraz po wykonaniu autorskiej kompozycji Jelonka. „BaRock”, bo ten utwór mam na myśli, to jedna z artystycznych wizytówek Michała, a jego tytuł oddaje w punkt jego zarówno klasyczne (i to nie tylko związane z epoką baroku), jak i rockowe inspiracje. Było zacnie!
Jako kolejni na scenie zaprezentowali się najbardziej w tym zestawie nieoczywiści muzycy zespołu Turbo. Dowodzona przez uznanego gitarzystę Wojciecha Hoffmana formacja w zeszłym roku wydała po 11 latach przerwy płytę. Krążek „Blizny” został znakomicie przyjęty, o czym może świadczyć choćby fakt, że niedawno słuchacze Antyradia uznali go zeszłoroczną „Płytę rocku Polska”. Repertuar z tego krążka także w Warszawie usłyszeliśmy (otwierające występ kawałki „Nowy rozdział” i „Na dno”). Nie zabrakło oczywiście największych hitów formacji, takich jak „Szalony Ikar” czy kończąca całość ikoniczna kompozycja „Dorosłe dzieci”. Na mnie największe wrażenie zrobiła jednak inna ballada, czyli pochodząca z płyty „Smak ciszy” (1985 r.) podniosła pieśń skomponowana przez Hoffmana - „Jaki był ten dzień?”.
![[img:12]](/img/artykuly/zdjecia/12-min-6.webp)
Wokalista formacja Tomasz Struszczyk wydaje się być w życiowej formie, a śpiewanie wyraźnie go cieszy (niestety on sam miał też czasem problemy z dobrze nagłośnionym mikrofonem). Przy okazji tego utworu usiadł on na skraju sceny, co tylko podkreślało wymowę tego utworu, który w koncertowej interpretacji – jak zresztą wszystkie inne – jest dłuższy i bardziej rozbudowany od studyjnych wersji. I bardzo dobrze, bo dzięki temu możemy się dłużej delektować gitarowymi popisami Hoffmana, który nadal znajduje się w ścisłym topie naszych krajowych gitarzystów. A w czołówce zespołów w stylistyce „hard & heavy” w naszym kraju jest z pewnością cały zespół Turbo.![[img:13]](/img/artykuly/zdjecia/13-min-6.webp)
![[img:14]](/img/artykuly/zdjecia/14-min-7.webp)
W czołówce polskiego punk rocka niewątpliwie jest zaś ekipa Farben Lehre, czyli gospodarze nie tylko opisywanego koncertu, ale w ogóle wydarzeń w ramach trasy Punky Reggae Live. Jak na dobrych gospodarzy przystało, godnie uhonorowali oni swoich gości, a zwłaszcza Michała Jelonka, który wystąpił z nimi w utworach „Ali-Baba” i „Szeregowiec”.
![[img:15]](/img/artykuly/zdjecia/15-min-7.webp)
Obecność sympatycznego skrzypka przy okazji tych numerów nie może jednak dziwić, wszak uświetnił on swoją grą także ich studyjne wersje, odpowiednio na płytach z 2018 („Stacja Wolność”) i 2023 roku (“Na zdrowie”). Wojtek Wojda wspomniał o ich trwającej od 1994 roku znajomości i dobrej relacji.
![[img:16]](/img/artykuly/zdjecia/16-min-8.webp)
Ale Wojtek mówił też o tematach znacznie poważniejszych. Chyba najbardziej uzewnętrznił się przy okazji utworów „Oto emigranci” i następującym po nim kawałku „Egoiści” (oba pochodzą z debiutanckiej płyty formacji „Bez pokory” z 1991 roku), przy okazji których słusznie zauważył, że nasz kraj słynął kiedyś z gościnności, a teraz stosunek wielu Polaków do obcokrajowców (a zwłaszcza Ukraińców) budzi jego sprzeciw. Lider zespołu swoim opowieściami uświetniał także inne utwory, w tym ikoniczny „Defekt Mózgu” (legendarnej formacji Defekt Muzgó), zadedykowany tym, których nie ma już wśród nas. Ale jako że zespół świętował swoją 40-tkę, to zaprezentował nam oczywiście przekrój swojej twórczości. Usłyszeliśmy zatem m.in. kawałek „Helikoptery” (na wspomnianej płycie „Bez pokory” znalazł się w wersji znanej jako „Helikoptery’90”), który był ich pierwszym numerem, utwór nazwany tak jak zespół („Farben Lehre”, który kończył zasadniczą część koncertu), ale też największe hity z repertuaru formacji: „Anioły i Demony”, „Matura 2001” i „Spodnie z GS-u” – hołd zespołu dla historii polskiego punk rocka. Zabrakło mi za to coveru Kultu „(Po co) Wolność”. Pasowałby do zaangażowanej formuły występu, a Wojtek Wojda (który na scenie imponował efektownymi wyskokami!) często podkreślał w przeszłości ważny wpływ tej formacji na jego muzyczną ścieżkę. Na bis dostaliśmy zaś obowiązkową w tym miejscu „Ferajnę”, w trakcie której na scenie pojawili się członkowie zespołu Pull The Wire, „Zawad” i „Artie” z The Billa, a na sam koniec na scenę wyszedł także Jelonek.
![[img:17]](/img/artykuly/zdjecia/17-min-6.webp)
Słowa tego utworu „Nieważne co, za ile, kto komu bije brawa. Wesoła ferajna i dobra zabawa” dobrze oddawały to, co się działo na scenie. Zanim jednak owa wesoła ferajna zaczęła się bawić, Wojda podziękował wszystkim uczestnikom sobotniego koncertu. Jednym z nich podziękował jednak, zanim jeszcze zaprezentowali swój set.![[img:18]](/img/artykuly/zdjecia/18-min-6.webp)
Warszawską tegoroczną edycji Punky Reggae Live zamykał bowiem wspomniany zespół Pull The Wire, który w tym roku zdążył nas już uraczyć bardzo dobrą płytą „Sztorm i morskie fale”. Co ciekawe, w utworze tytułowym zagrał wspominany tu już wielokrotnie Michał Jelonek, ale na scenie w Palladium go nie usłyszeliśmy, bo do tego czasu opuścił już jego teren. A szkoda, bo gdyby był, to może powiedziałby „Marszalowi” (Pawłowi Marszałkowi – liderowi i wokaliście formacji), że zespół, a zwłaszcza on sam, jest słabo nagłośniony i głównego mikrofonu niemal nie słychać. Niestety przez ten akustyczny defekt koncert siłą rzeczy sporo stracił na swojej wartości. A wielka szkoda, bo zespół jest w świetnej formie, co docenili niedawno słuchacze Antyradia, którzy uznali go „Zespołem rocku Polska”. Panowie chyba nie zdawali sobie sprawy, że słabo ich słychać, choć fakt, że publika na ich koncercie z czasem topniała, mógł im dawać do myślenia i sugerować, że ludzie w ostatnich rzędach po prostu niemal nie słyszą wokalisty. Ja jednak pierwszą część koncertu spędziłem pod sceną (próbując bezskutecznie poinformować ich o problemach z dźwiękiem), zatem mogę docenić ich profesjonalizm i energię (a także efekty specjalne w postaci dmuchających dymów).
![[img:19]](/img/artykuly/zdjecia/19-min-6.webp)
Świetnie wypadały zwłaszcza numery z ostatniej płyty, w tym utrzymana w humorystycznej, szantowej konwencji „Klątwa Czarnej Perły Strong” (dzień wcześniej panowie grali w Lublinie, z której owa Czarna Perła pochodzi, o czym wspomniał lider grupy), w trakcie której „Marszal” (który lepiej słyszalny był wtedy, gdy mówił, niż śpiewał) umiejętnie dyrygował śpiewem publiczności. Nie zabrakło też oczywiście hitów formacji, na czele z „Papierosem”, „Piratem drogowym” i kawałkiem „Weź nie pierdol”, czyli coverem zespołu Video. Co ciekawe, dwa ostatnie utwory znalazły się bonusowo w nowych wersjach na wspomnianej tegorocznej płycie z zespołu, z której usłyszeliśmy też choćby stosunkowo już znane kawałki „Miasto grzechu” czy „Bromans”. Wszystko fajnie, tylko szkoda, że tak cicho na wokalu…
Niemniej tek akustyczny zgrzyt na koniec nie wpływa na wysoką ocenę całej imprezy. Wszystkie koncerty (poza ostatnim) zaczynały się niemal punktualnie (Stacja B. i The Bill rozpoczęli nawet przed czasem), publiczność dopisała i bawiła się znakomicie (apogeum tego mieliśmy zwłaszcza na JELONKU), wszystkie koncerty stały na wysokim poziomie artystycznym, a wśród wykonawców i widzów czuć było świetną atmosferę, wspólną radość i wzajemny szacunek. Po prostu: „Wesoła ferajna i dobra zabawa”! Do zobaczenia za rok!
![[img:20]](/img/artykuly/zdjecia/20-min-7.webp)
![[img:21]](/img/artykuly/zdjecia/21-min-6.webp)
![[img:22]](/img/artykuly/zdjecia/22-min-6.webp)
![[img:23]](/img/artykuly/zdjecia/23-min-6.webp)
![[img:24]](/img/artykuly/zdjecia/24-min-6.webp)
![[img:25]](/img/artykuly/zdjecia/25-min-7.webp)
![[img:26]](/img/artykuly/zdjecia/26-min-7.webp)
![[img:27]](/img/artykuly/zdjecia/27-min-6.webp)
![[img:28]](/img/artykuly/zdjecia/28-min-6.webp)
![[img:29]](/img/artykuly/zdjecia/29-min-7.webp)
![[img:30]](/img/artykuly/zdjecia/30-min-8.webp)
![[img:31]](/img/artykuly/zdjecia/31-min-8.webp)
![[img:32]](/img/artykuly/zdjecia/32-min-9.webp)
![[img:33]](/img/artykuly/zdjecia/33-min-5.webp)
![[img:34]](/img/artykuly/zdjecia/34-min-6.webp)
![[img:35]](/img/artykuly/zdjecia/35-min-6.webp)
![[img:36]](/img/artykuly/zdjecia/36-min-5.webp)
![[img:37]](/img/artykuly/zdjecia/37-min-5.webp)
![[img:38]](/img/artykuly/zdjecia/38-min-5.webp)
![[img:39]](/img/artykuly/zdjecia/39-min-5.webp)
![[img:40]](/img/artykuly/zdjecia/40-min-5.webp)
![[img:41]](/img/artykuly/zdjecia/41-min-4.webp)
![[img:42]](/img/artykuly/zdjecia/42-min-4.webp)
![[img:43]](/img/artykuly/zdjecia/43-min-4.webp)
![[img:44]](/img/artykuly/zdjecia/44-min-3.webp)
![[img:45]](/img/artykuly/zdjecia/45-min-3.webp)
![[img:46]](/img/artykuly/zdjecia/46-min-3.webp)
![[img:47]](/img/artykuly/zdjecia/47-min-3.webp)
![[img:48]](/img/artykuly/zdjecia/48-min-3.webp)
![[img:49]](/img/artykuly/zdjecia/49-min-3.webp)
Autor tekstu: Michał Birograj
Zdjęcia: Karolina Renc / Muzyczne Pocztówki Karoli
Zachęcamy też do obejrzenia reportażu z imprezy autorstwa autora tekstu! Link do niego poniżej: https://www.youtube.com/watch?v=n4Hl3cn7In0
